
Wakacje się skończyły. Wszyscy żałują – uczniowie, nauczyciele…. Rodzice niekoniecznie, bo dla wielu wolny czas dziecka to problem. Ale obok żalu, jest ekscytacja, która zawsze towarzyszy czemuś nowemu – stan ciekawości, fascynacji, oczekiwania. No właśnie, na co czekam w kontekście nowego roku szkolnego? Warto chyba spróbować zaskoczyć siebie samego taką refleksją. Ja czekam na szkołę, która się nieustannie zmienia na bardziej przyjazną dla wszystkich – uczniów, nauczycieli, rodziców. Niepoprawnie wierzę, że w tym roku będę mogła coś zmienić w swojej pracy, czegoś się nauczyć. Że system szkolny będzie mnie wspierał w mojej chęci pracy nad warsztatem nauczyciela i wychowawcy i że będzie szanował moją osobowość, indywidualność, wiedzę i pasję. Wierzę w człowieka i wierzę, że warto mu ufać.
Z perspektywy rodzica, chciałabym, żeby szkoła dostrzegła w moim dziecku jego potencjał, żeby mu pozwoliła być sobą. Tak bardzo nie lubię przystawiania tej samej linijki do wszystkich dzieci, stawiania ich w szeregu i równania do tego, co nauczycielowi, dyrektorowi wydaje się jedynie słuszną jakością. Każdy człowiek jest inny i każdy człowiek jest dobry. Każdy uczeń jest inny i każdy uczeń jest dobry, czasem tylko tego dobra trzeba w uczniu poszukać. Jak w człowieku.

